Nie będę ukrywać, że to opowiadanie sprawia mi duży problem;/ Od dawna straciłam chęci i wenę do niego ;c Chwilowo zawieszam, ale czy nie usunę? Nie mam pojęcia ;( Kochani jest jeszcze opcja bym usunęła wszystkie rozdziały i zaczęła od początku tą samą historię z troszkę innymi rozdziałami, co sądzicie? Nie ukrywam, że rozdziały nie są takie jakie bym chciała, więc albo usuwam/ zawieszam/ lub toczę historie od nowa. Co wy na to?
Kochani naprawdę przepraszam! ;(
Lolkaa
wtorek, 1 lipca 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Wpadka 8
-Julka, poczekaj!
-A na co kurwa mam czekać? Wolę być w Anglii z naszym synem
robiąc co mogę by doszło do transfuzji, ale co Cię to obchodzi...
-Julka, proszę Cię. –Powiedział patrząc w dal.
-Andrzej w co ty nie możesz uwierzyć? Ty naprawdę myślałeś,
że chce Cię złapać na dziecko- Kręciłam nie dowierzając jeszcze głową.
-Może chodźmy do mnie tam porozmawiamy na spokojnie. Jeśli
chcesz?
-Dobra chodźmy.
Szliśmy w milczeniu, widziałam jak Andrzej mi się przygląda,
czyżbym aż tak się zmieniła? A może próbuję coś „wyczytać” z mojego zachowania?
Nie wiem i szczerze nie obchodzi mnie to, dla mnie ważny jest mój syn. Po jakiś
10 minutach byliśmy w mieszkaniu, w tym samym w którym to byłam raz, jeden
jedyny raz, raz z którego kiedyś
załowałam, a teraz ten mój „raz” leży w szpitalu i czeka na mój powrót, raz
którego kocham najmocniej na świecie, raz o którego tak cholernie się boję.
-Napijesz się czegoś?- Spytał Andrzej wchodząc do kuchni.
-Andrzej miejmy już to z głowy. Zgodzisz się na to oddanie
krwi?
-Julka a jesteś pewna, że to... no że to mój syn? –Spytał bacznie
mi się przyglądając.
-Tak jestem pewna, a po za tym przed transfuzją muszą i tak
zrobić testy zgodności, więc to rozwieję twoje wątpliwośći. Andrzej proszę Cię
raz jeden zrób to dla niego i znów możesz zniknąć z naszego życia... Andrzej
Proszę- Powiedziałam łamiący się głosem.
-Dobrze zgadzam się.
-Naprawdę?
-Tak, ale pasuję iść do klubu i wyjaśnić im całą sprawę, bo
trochę mnie tu nie będzie, więc jakieś wolne się przyda.
-Dziękuję.
-Robię to dla... W ogóle jak ona ma na imię?
-No tak... Igor, Igorek.
-Ładnie.
-Dzięki.
-Opowiesz mi coś o nim?- Spytał nalewając sobie wody.
-Myślę, że on sam najlepiej to zrobi, straszny z niego
gaduła- Powiedziałam uśmiechając się na myśl o synie.
Andrzej wytłumaczył wszystko w klubie i po długiej batali dostał wolne,no tak sezon trwa. Aktualnie znajdujemy się w samolocie do Anglii, skąd odbiera nas moja mama i
jedziemy do szpitala gdzie jesteśmy umówieni z Panią doktor.
Na lotnisku tak jak było ustalone czeka na nas moja mama,
która to zabija wzrokiem Andrzeja. Nie dziwię się jej. 20 minut później jesteśmy już w gabinecie Pani
doktor.
-Jak rozumiem Pan jest ojcem dziecka?- Pyta notując coś.
-Tak- Odpowiadam za Andrzeja, który wciąż chyba nie był
pewny tego wszystkiego.
-Dobrze to zaraz robimy
badania, jeśli będą zgodne, transfuzja będzie robiona jak najszybciej.
Po zrobieniu badań wyniki
były takie jakich się spodziewałam, była 100% zgodność. Andrzej jest ojcem
Igora.
-Jestem ojcem...- Powiedział
Andrzej w ciąż w to nie wierząc.
-A nie mówiłam.
-Zachowałem się jak palant...
Nie wierzyłem Ci myślałem, że chcesz mnie naciągnąć, lecąc wciąż nie
wierzyłem...
-A jednak, Andrzej ja nie
wymagam byś był teraz tatą dla Igora, wystarczy że oddasz tą krew i my znikamy z
twojego życia.
-Mogę zobaczyć małego?
-Tak, chodźmy bo pewnie nie
może się doczekać.
Po chwili byliśmy pod salą
204 gdzie leżał mój syn i jeszcze jeden chłopiec.
-Mama!!- Mały zaraz po wejściu do sali znalazł się koło mnie tuląc się z całych sił.
-Cześć Skarbie- Powiedziałam kucając
i całując mojego Skarba.
-Cemu Cię tak dlugo nie bylo?
Wies jak tęsknilem? – Powiedział smutny.
-Wiem Skarbie, przepraszam,
robiłam wszystko był byś już zdrowy.
-I bende?
-No pewnie Skarbie.
-A kim jest ten Pan? – O kurde
Andrzej....
-Skarbie to jest Andrzej.
-Julka- Andrzej popatrzył na
mnie groźnie.
-I jest twoim tatą- Dokończyłam
ciszej.
-Naplawde?! – Krzyknął mały.
-Tak- Odpowiedział niepewnie
Andrzej.
-Ale supel!! Mam tate!! A
pobawis się ze mną?- Spytał mały
chwytając Andrzeja za dłoń i prowadząc do stolika z zabawkami.
Mały po jakiejś godzinie
usnął, jest bardzo zmęczony. Operacją ma odbyć się jutro o 13.
-Masz fajnego syna...-
Andrzej zmieszał się.- To znaczy mamy, przepraszam, jeszcze nie mogę się do tego przyzwyczaić.
-Rozumiem. Mały Cię polubił.
-Ja jego też. Jest podobny do
mnie...
-Wiem, niestety.
Rozdział pisany na szybko, do tego jest późno dlatego za wszelakie błędy przepraszam! I za długi brak rozdziału też!!
Wgl jest tu ktoś jeszcze ze mną? Mam dla kogo pisać, bo chodzą mi myśli po głowie o zawieszeniu ;c
Lolkaa
czwartek, 5 czerwca 2014
Wpadka 7
-Pani Julio mam dla pani niezbyt dobre wieści- Powiedziała
Pani doktor po dostaniu wyników.
-To coś poważnego?- Spytałam z łzami w oczach.
-Czy Pani syn przechodził jakieś operację?- Ciągnęła Pani
doktor przyglądając mi się bacznie.
-No tak, miał operowaną przepuklinę, ale to było jakieś
półtora miesiąca temu. Przecież wszystko poszło dobrze.
-A jakiego była ona rodzaju?
-Moszna.
-A wie Pani, że taki zabieg wykonuje się najlepiej przed 1
rokiem życia malca?
-Tak wiem, ale Pan doktor, który też przeprowadzał tą
operację przez długi okres czasu twierdził, że jest to przepuklina pępkowa i
wystarczy, że będę ją prawidłowo uciskać i sama się schowa. Niestety tak się
nie stało i dopiero nie dawno lekarz zaczął podejrzewać, że może być to
przepuklina moszna i zdecydował się na operację. Pani doktor, ale nic nie
będzie mojemu synkowi?
-A czy Pan doktor informował Panią o jakiś problemach pod
czas operacji?
-Nie nic mi nie mówił.
-Prawdopodobnie podczas operacji doszło do krwotoku, Pani syn
stracił około 30 procent krwi.
-Boże... Co z moim synem?- Spytałam cała we łzach
-Pani syn będzie musiał zostać jak najszybciej poddany
transfuzji krwi, a co do tamtego lekarza, trafiła Pani na wybitnego
specjalistę... Dziwne jest to, że dopiero po taki okresie czasu organizm zaczął
informować o małej ilości krwi.
-Ale to był najlepszy lekarz z mieście!, Boże...-
Powiedziałam wciąż płacząc.
-Ja nie chce go osądzać. On też jest człowiekiem wystarczy,
że miał gorszy dzień, ale powinien Panią poinformować o komplikacjach.
-Pani doktor i co teraz będzie z Igorkiem?
-Pani Julio najpierw proszę się uspokoić, Pani syn też jest
przestraszony, a widok zapłakanej mamy mu nie pomorze. Proszę się uspokoić i iść do syna, na razie
jest z nim pielęgniarka, ale mały ciągle płacze i pyta o Panią. Jaką syn ma grupę krwi ?
-0Rh- Mówię próbując
się uspokoić.
-Zdaję sobie Pani sprawę, że znalezienie dawcy nie będzie
łatwa?
-A ja nie mogę być dawcą?
-A jaką ma Pani grupę krwii?
-AB.
-Dawcą dla Pani syna może być tylko osoba o takiej samej
grupie krwi co Pani syn. Ale jeśli nie Pani to ojciec musi mieć taką samą grupę
jak syn. Może on?
-Nie mam z nim kontaktu...
-Oczywiście Pani syn zostanie wpisany na listę oczekujących,
ale sama wie Pani...Radziłabym skontaktować się z ojcem malca.
Mój synek od 2 dni znajduję się w szpitalu, z rodzicami
wymieniamy się tak aby nie zostawał sam, oczywiście na noc mały zostaję ze mną.
Ja wzięłam sobie miesięczny urlop na żądanie i jutro lecę do Polski by
porozmawiać z Andrzejem. Nie chce kontaktu
z synem ok. Może nawet wciąż nie wierzyć, że to jego... Ale niech zrobi dla
niego jedną, jedyną rzecz, potem znów może wracać do swojego idealnego
życia... Właśnie kończę pakować się do
małej podróżnej torby i idę wymienić moją mamę w „dyżurze” nad Igorem. O 20 mam samolot, dlatego umówiliśmy się z
rodzicami, że o tej porze obydwoje zjawią się w szpitalu, ja pojadę z tatą na
lotnisko a mama w tym czasie będzie z Igorem. Niestety nadszedł ten smutny moment pożegnania się z moim synkiem. To
jest pierwsza nasza taka rozłąka, ale robię to właśnie dla niego. Nie wiem ile
będę w Polsce, postaram się wszystko szybko załatwić z Andrzejem i jak najszybciej
wrócić tu. Lot niemiłosiernie mi się dłużył,
mimo że trwał 3 godziny. Z Lotniska udałam się do hotelu ponieważ było
już późno, więc i tak nie załatwiłabym nic z Andrzejem. Koło 5 rano obudził
mnie telefon, dzwoniła moja mama, ale głównym rozmówcą był mój synek, który się
stęsknił. Z tego co powiedziała mi moja mama całą noc płakał i pytał o mnie,dlatego dzwonili tak wcześnie, a mi aż serce mi się krajało!. Koło
godziny 7 zaczęłam się zbierać, równo o 8
wyszłam z hotelu i udałam się na autobus, który to zawiózł mnie do Bełchatowa.
Tak nic się nie zmieniło, Andrzej kolejne sezony spędził we Skrze. Na hali dowiedziałam się, że Skra ma trening
o 10 więc miałam sporo czasu. Trening się chyba zaraz zacznie bo wszyscy się
powoli schodzą, ja siedziałam sobie na ławeczce niedaleko hali z skąd miałam
doskonały widok. Widziałam go. Ale postanowiłam, że porozmawiamy po treningu,
ponieważ teraz będzie się spieszył. Nie mogła się na niczym skupić, tak bardzo
chciałabym być w Anglii przy najważniejszym dla mnie mężczyźnie. Po 2 godzinach zobaczyłam Go wychodzącego z
hali jako pierwszego wraz z 2 innymi kolegami. Wstałam i podeszłam do nich.
-Andrzej możemy porozmawiać?- Spytałam stojąc naprzeciw
nich.
-Yyy tak, chłopaki to cześć!- Powiedział, a jego towarzysze
się oddalili po krótkich „cześć”
-Pamiętasz mnie?
-Tak... Julka czego ty ode mnie jeszcze chcesz?!
-Andrzej nie krzycz na mnie! Nie jestem tu z mojego
widzimisię, ale z powodu naszego syna... Andrzej on jest chory rozumiesz
potrzebna jest transfuzja, ja nie mogę być dawcą, ale ty już tak...
-Co?! Czyli to prawda, że to mój syn?
-Nie robię sobie jaja, żeby wyciągnąć od Ciebie kasę po
ponad 3 latach... Do tego wymyślam nędzną historyjkę. Co ja sobie myślałam tu
przychodząc?! – Powiedziałam odchodząc cała we łzach.
-Julka poczekaj!
Ach ten Andrzej... :X
Jak myślicie jak zachowa się środkowy?
Na razie nie jest to szałowe, ale mogę obiecać że się rozkręci!:)
A noi ostatnio ktoś z anonima(gdzieżby inaczej:>>>>>) twierdzi, że kopiuję kogoś dzieło... Ja osobiście nie spotkałam się z podobnym opkie, ale może wy tak? Jak coś to proszę o link z chęcią przeczytam :)
Nie mam zamiaru przejmować się anonimkiem, bo szkoda na to mojego czasu:)
Rozdziały będą regularne od wakacji, najprawdopodobniej będą one w niedzielę:)
A i zostało zrobione tło co pewnie zauważyliście :P Podoba się? :)
Lolkaa
środa, 28 maja 2014
Wpadka 6
&&&&Kilka lat później&&&&
-Igor chodź mama przyszła- Zawołała Pani przedszkolanka
zaraz po moim przyjściu.
-Mama, mama!- Dało się słyszeć radosny krzyk mojego
maleństwa.
Po ubraniu butów i wzięciu przez mojego syna swojego
plecaka z Spider Manem udaliśmy się do domu.
Ale może cofnijmy się trochę w czasie. Tak, więc Andrzej się
dalej nie odżywa, Igorek przyszedł na świat dokładnie 17 lipca. Igor nosi moje nazwisko, dotrzymałam słowa i
zniknęliśmy z życia Andrzeja. Mały
rośnie jak na drożdżach, już teraz jest najwyższy w przedszkolu! Ja pracuję jako
sekretarka, a mój syn uczęszcza do Polskiego przedszkola. Nadal mieszkamy u
moich rodziców, gdyż tak jest taniej, a po za tym rodzice mają duży dom i często pomagają mi przy małym. Ja wciąż nikogo nie mam, bo kto by chciał
pannę z dzieckiem? No właśnie, ale to może i lepiej, przyjemniej mam czas dla
syna. Jeszcze do dziś dostaję jakieś propozycję kontraktów, ale wszystkie
odrzucam, wciąż kocham siatkówkę, ale też nie wyobrażam sobie by jechać na mecz
do innego miasta i zostawić małego na 3-4 dni. Niby są moi rodzice, ale nie
chcę tracić żadnego dnia z życia mojego malucha, a po za tym chyba już
pogodziłam się z tym, że siatkówka nie jest dla mnie. Wiem, że są siatkarki, które mają dzieci a
mimo to grają, ale po pierwsze ich dzieci są już trochę straszę, a po za tym
już w Budowlanych Łódź naoglądałam się tych pięknych, ale i też bolesnych scen
gdzie niektóre dziewczyny nie widziały się, że swoimi pociechami 2 tygodnie,
nigdy nie zapomnę jak ich pociechy dzwoniły, nie raz płakały że tęsknią... Niby potem nadchodziły te piękne chwile powitania się, ale zdecydowanie nie chciałam bym takiego lasu dla siebie i mojego syna, zwłaszcza że poza mną i moimi rodzicami nie ma nikogo. dla
&&&&A teraz wróćmy to teraźniejszości.
Tak więc Igor, Aleksander Gawryński ma już 3 lata!
-Mamusiu idziemy na lody?-Spytał mój Skarb dzielnie
maszerując koło mnie.
-A co z obiadem?
-Jadłem w pseckolu!- Tak u mojego syna pojawiają się jeszcze
problemy z wymową niektórych wyrazów, ale pan logopeda twierdzi, że to nic
strasznego i że może być to spowodowane tym, że w domu i przedszkolu słyszy polską
mowę, ale na ulicy już nie.
-Ale z tego co wiem, obiad w przedszkolu jest o 12, a mamy
teraz 15- Mówię śmiejąc się.
-Ale mamo! No plose no-
Mówi mój synek śmiesznie tupiąc nóżką.
-No dobra, ale babci ani mru mru bo nas okrzyczy za jedzenie
słodkości przed obiadem
-Tajemnica?
-Tajemnica.
-Na palusek?-Pyta mój syn przystająć.
-No pewnie, że na paluszek- Mówię po czym wykonuję z moim
synem śmiesznie wyglądający”trik” z paluszkiem.
Po chwili Igor zajadał się w parku pysznymi lodami. Mały
wziął sobie aż 2 gałki, więc ja sobie nie brałam, gdyż zdawałam sobie sprawię,
że nie jest on w stanie tyle zjeść.
-Mamo?
-Słycham?- Pytam wycierając twarz mojego Skraba, gdyż się ubrudził.
-No bo jutro jest u nas w pseckolu dzień mamy i taty i ja
wiem, że ty psyjdzies, ale Tomek mówi, że u niego psyjdzie mamusia i tatuś,
cemu mój tatuś nie psyjdzie?
-Skarbie bo tak czasem jest... A ja Ci nie wystarczę?-Pytam
śmiejąc się, by jak najszybciej zejść z tego tematu.
-Wystarcas, wystaczas. Mami? Wies co? Kocham Cię, ale nie
jak babcie i dziadka, ale baldziej.
-Ja Ciebie też Słonko.- Mówię całując go w główkę.
Parę dni później&&&&
Dziś zadzwoniła do mnie pani przedszkolanka, że mały coś się
źle czuję. Szybko zwolniłam się z pracy i pobiegłam do przedszkola do
syna. Mały faktycznie nie wyglądał
najlepiej, był blady jak ściana i do tego wymiotował. Zadzwoniłam po taksówkę,
która po chwili zawiozła nas do domu. Igorkowi ustąpiły wymioty, ale wciąż
narzekał na złe samopoczucie, gdy wreszcie mały zasnął, ja chwyciłam za telefon
i zadzwoniłam do pani doktor, która to kazała nam być u siebie na 17, tak więc
przed 17 pojechaliśmy taksówką do przychodni, gdzie zaraz zaczęto badać małego.
-Pani Julio mam do pani niezbyt dobre wieści- Powiedziała
Pani doktor po dostaniu wyników.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę mnie tu nie było...
Przepraszam! Ale nie chciałam by było tak typowo...
No nic podoba się?
Halo, halo jest wgl ktoś tu jeszcze? :D
W "Bohaterowie" zaszła pewna zmiana, więc zapraszam tam>>> http://siatkarskawpadka.blogspot.com/2014/05/bohaterzy.html
Buziaki Lolkaa:*
niedziela, 18 maja 2014
Wpadka 5
Ubrana w szary dres i niebieski t-shirt pałaszuję świeżo
zrobionego omleta z dżemem truskawkowym. Pycha! Mój dzień wygląda jak każdy
inny, czyli wstaję, ubieram się, jem, oglądam TV, jem, przeglądam fejsbuka,
jem, oglądam jakiś serial,jem i idę spać... Tak więc większość mojego czasu
poświęcam na dożywianie mojego malucha. A może nie malucha? Przecież Andrzej ma
ponad 2 metry, a i moje 1,80 na coś wskazuję. Nie ważne, ważne żeby maleństwo
było zdrowe! Jak na razie wszystkie badania są bardzo dobre, a ja aktualnie
znajduję się w końcówce 4 miesiąca. Dziś o 14 jestem umówiona z rodzicami na
skypie, postanowiłam że nie ma co zwlekać i czas im powiedzieć, że będą
dziadkami. Nie wiem czy już wspomniałam, ale moi rodzice od 2 lat mieszkają w
Anglii gdzie tata ma świetnie płatną pracę, a i mama coś znalazła dla siebie. Tak
więc punkt 14 logowałam się na skeypa. Przyznam bałam się trochę ich reakcji,
ani ja ani oni nie wyobrażali sobie tak mojej przyszłości, miała teraz być na
pierwszy miejscu siatkówka...
&&&&&
Rodzice dość dobrze to przyjeli, wiadomo nie byli
zadowoleni, że w tak młodym wieku spodziewam się dziecka i że prawdopodobnie
będę samotną matką, ale obiecali mi pomóc. Mama zaproponowała, żebym
przyjechała do nich do Anglii gdzie będą mogli mi w pełnym stopniu pomagać. Jak
zareagowałam? Dość dobrze, zgodziłam się. Lada dzień mam się wyprowadzić z
mieszkania, pracy z racji ciąży nie mam, chłopaka też nie, więc nic mnie w
Polsce nie trzyma. Z rodzicami umówiłam, że się zjawie się w Anglii jak
najszybciej, tak więc już dziś zabrałam się za zamykanie swoich wszystkich
spraw. Sprawdziłam nawet loty samolotów i najbliższy jest jutro- nie zdarzę,
nie ma szans, ale na ten po jutrze już tak! Tak, więc nie marnując czasu
zabrałam się za pakowanie rzeczy. Nie miałam tego dużo z racji tego, że dopiero
w tym sezonie zasiliłam szeregi Budowlanych Łódź. Przy okazji pozbyłam się
kilku niepotrzebny rzeczy, które tylko zalegały w moim mieszkaniu. Późnym po południem wpadła do mnie jeszcze
Gosia, która pomogła mi się spakować i obiecała zawieść mnie za 2 dni na
lotnisko.
&&&&Dzień wyjazdu&&&
Samolot odlatuję za 15 minut, niestety Gosia nie mogła
zostać do mojego odlotu ponieważ zaraz zaczyna trening, prawdopodobnie w tedy
gdy ja będę wsiadać do samolotu ona zacznie trening. Będę tęsknić za
Polską, mimo iż jest to dość specyficzny kraj, oczywiście nie ujmując Polakom! Nie wiem na ile tam jadę,może na zawsze? A
może będzie taki okres w moim życiu, że zdecyduję się wrócić tu z moim
maleństwem? Nie wiem... Długo biłam się z myślami czy powiedzieć o moim
wyjeździe Andrzejowi, zdobyłam się tylko na wysłanie sms „ Wyjezdzam z Polski.
Nie wiem czy w ogóle wrócę, już masz jeden, a może dwa? problemy z głowy, nie
musimy już robić testów. Choć co do wyniku jestem pewna... Jakbyś kiedyś, coś
może jednak chciał poznać swojego syna, a tak bo ty nie wiesz... Na ostatnim
badaniu można było ustalić płeć, spodziewam się synka, w każdym razie numer
znasz... Julia”
Po wysłaniu wiadomości od razu wyłączyłam telefon i wsiadłam
do samolotu. Lot upłynął mi dość spokojnie. Na lotnisku już czekali rodzice,
którzy to zaraz przejeli moje bagaże, twierdząc że nie powinnam dźwigać. Może to
dobrze, że właśnie w Anglii urodzę? Nie ujmuję nic Polskiej medycynie no ale...
Do porodu zostało niecałe 5 miesięcy, więc to jest jeszcze kupa czasu. Od mamy dowiedziałam się, że znalazła mi
świetną Panią ginekolog, która zgodziła się prowadzić moją ciążę. Może to właśnie tu wreszcie los będzie mi sprzyjał?
Zaskoczeni takim obrotem sprawy?:D
Następny w niedzielę :)
Buziaki Lolkaa:*
piątek, 16 maja 2014
Wpadka 4
Bardzo długo rozmyślałam nad swoim życiem i nad tym jak ono
się zmieni po przyjściu mojego maleństwa na świat. Postanowiła, że nie mogę
skrzywdzić mojego szkraba i powinnam powiedzieć Andrzejowi, że będzie ojcem.
Nie mam pojęcia jak on na to zareaguję, ale przynajmniej moje maleństwo nie
będzie mogło mi zarzucić, że nie powiedziałam jego ojcu o jego istnieniu. A jak on już zareaguję dowiemy się za 2 godziny,
gdyż jestem umówiona z Andrzejem o 14 w „Kardamonie” mojej ulubionej kawiarni w
Łodzi. Andrzej o dziwo pamiętam mnie i nawet nie miał problemu z tym aby się
spotkać. Denerwuję się strasznie, już
półtorej godziny wcześniej zaczęłam się ogarniać. Po założeniu makijażu nałożyłam na siebie
miętowe rurki i kremowy sweterek do tego białe trampki i jestem gotowa! Na
miejsce udałam się już 30 minut wcześniej, gdyż nie mogłam już usiedzieć na
miejscu. W kanapie byłam 15 minut przed czasem, zamówiłam sobie sok
pomarańczowy i cała w nerwach czekałam na jego przyjście. Po chwilę zobaczyła Andrzeja zmierzającego w moim kierunku.
-Hej ja sobie tylko zamówię kawę i zaraz przyjdę- Rzucił udając
się do baru.
-Okej nie ma sprawy.- Powiedziałam z wymuszonym uśmiechem,
modląc się aby jak najszybciej mu to powiedzieć, bo wiedziałam że jeśli to się
odwlecze nie powiem mu tego.
-No dobra już jestem, to o czym chciałaś pogadać?- Pyta
siadając do stołu.
-Andrzej nie chce żebyś myślał że od początku był to mój
plan, ja tego nie chciałam... Stało się... –Wzięłam głęboki wdech i
powiedziałam- Andrzej jestem w ciąży, z
tobą- Widziałam zdziwienie na jego twarzy, w końcu od tego „incydentu” minęło
już 4 miesiące. Kontynuowałam dalej- Ja nie chcę od Ciebie pieniędzy, po prostu
chce żebyś wiedział.
-Julka nie wiem co powiedzieć... Jesteś pewna, że to moje?-
Spytał patrząc mi w oczy, jak by chciał z nich wyczytać czy nie kłamię.
-Jestem.
-Chce testów.
-Nie ma sprawy, po urodzeniu dziecka zrobimy takie testy.
-Nie zrozum mnie źle, ale jest dużo takich dziewczyn, które chcą mnie złapać na dziecko.
-Wiem Andrzej zdaję sobie z tego sprawę...
Tak naprawdę, moje myśli były całkowicie sprzeczne z tym co powiedziałam Andrzejowi, ale po prostu mnie zamurowało... Nie wydawał się być takim ignorantem?
Nie odzywałam się ani ja ani on, nie raczył zapytać o samopoczucie czy cokolwiek. Bez dłuższego zastanowienia postanowiłam wymiksować się z tej chorej sytuacji i szczerze mówiąc żałowałam, że w ogóle się z nim spotkałam.
Pożegnałam się z nim bezuczuciowym "cześć". Tłumacząc, że mam coś ważnego do załatwienia na mieście.
tak naprawdę po prostu pojechałam do jeszcze swojego mieszkania. Jak to kobieta, mogę udawać silną ale to wszystko mnie mnie tak najzwyczajniej przerosło. Mam dwadzieścia jeden lat i całą karierę przed sobą, aż tu nagle jedna noc z panem Chce Testów i wszystko poszło w las. Niech go szlag!
Po mojej buzi zaczęły spływać słone łzy, byłam tak bardzo tym wszystkim wręcz zgnieciona iż nie potrafiłam się uspokoić i raz po raz wstrząsał mną okropny szloch. Byłam ogromnie wdzięczna Gosi za to co dla mnie robi ale w takiej sytuacji moim wsparciem powinien być facet, nie totalny dupek i ignorant lecz facet, który boi się odpowiedzialności. Dodatkowo te słowa wypowiedziane tak jak bym była jakąś łatwą panienką.
Zasnęłam skulona na kanapie.
W tak niewygodnej pozycji przebudziłam się ok godziny 24 i poszłam wziąć szybki prysznic po czym położyłam się do tym razem już wygodnego łóżka.
Zwykle pobudka ze świadomością błogiego leniuchowania jest bardzo przyjemna, lecz moja nie była. Od razu przypomniałam sobie iż lada dzień będę musiała opuścić moje lokum.
To wszystko nie tak, bardzo cholernie okropnie nie tak! Miało być całkiem inaczej, jeszcze jako nastolatka wyobrażałam sobie moje idealne życie: najpierw siatkówka, później chłopak który okaże sie tym jedynym a później dziecko. A tak nie mam nic, no może oprócz dziecka. Tak naprawdę jestem na siebie okropnie zła bo gdzieś tam daleko i bardzo podświadomie wiem, że moje teraźniejsze problemy spowodowane są właśnie nim. Ale przecież nie mogę tak myśleć, energicznie potrząsam głową i wstaje z wygodnego łóżka nakładając na siebie ciepły puszysty szlafrok ponieważ jest mi wyjątkowo zimno.
Nie odzywałam się ani ja ani on, nie raczył zapytać o samopoczucie czy cokolwiek. Bez dłuższego zastanowienia postanowiłam wymiksować się z tej chorej sytuacji i szczerze mówiąc żałowałam, że w ogóle się z nim spotkałam.
Pożegnałam się z nim bezuczuciowym "cześć". Tłumacząc, że mam coś ważnego do załatwienia na mieście.
tak naprawdę po prostu pojechałam do jeszcze swojego mieszkania. Jak to kobieta, mogę udawać silną ale to wszystko mnie mnie tak najzwyczajniej przerosło. Mam dwadzieścia jeden lat i całą karierę przed sobą, aż tu nagle jedna noc z panem Chce Testów i wszystko poszło w las. Niech go szlag!
Po mojej buzi zaczęły spływać słone łzy, byłam tak bardzo tym wszystkim wręcz zgnieciona iż nie potrafiłam się uspokoić i raz po raz wstrząsał mną okropny szloch. Byłam ogromnie wdzięczna Gosi za to co dla mnie robi ale w takiej sytuacji moim wsparciem powinien być facet, nie totalny dupek i ignorant lecz facet, który boi się odpowiedzialności. Dodatkowo te słowa wypowiedziane tak jak bym była jakąś łatwą panienką.
Zasnęłam skulona na kanapie.
W tak niewygodnej pozycji przebudziłam się ok godziny 24 i poszłam wziąć szybki prysznic po czym położyłam się do tym razem już wygodnego łóżka.
Zwykle pobudka ze świadomością błogiego leniuchowania jest bardzo przyjemna, lecz moja nie była. Od razu przypomniałam sobie iż lada dzień będę musiała opuścić moje lokum.
To wszystko nie tak, bardzo cholernie okropnie nie tak! Miało być całkiem inaczej, jeszcze jako nastolatka wyobrażałam sobie moje idealne życie: najpierw siatkówka, później chłopak który okaże sie tym jedynym a później dziecko. A tak nie mam nic, no może oprócz dziecka. Tak naprawdę jestem na siebie okropnie zła bo gdzieś tam daleko i bardzo podświadomie wiem, że moje teraźniejsze problemy spowodowane są właśnie nim. Ale przecież nie mogę tak myśleć, energicznie potrząsam głową i wstaje z wygodnego łóżka nakładając na siebie ciepły puszysty szlafrok ponieważ jest mi wyjątkowo zimno.
Trochę mnie tu nie było...;/
Ale nie chciałam, żeby było jak w typowym opku, gdzie siatkarz się dowiaduję, jest happy i wgl...
Ale chyba mi nie wyszło;/ Ale dodaję to coś, żeby nie było że was opuściłam!;x
Rozdział krótki za co przepraszam! Ogólnie masakra;/
Lolkaa
niedziela, 4 maja 2014
Wpadka 3
Gdy wreszcie określony czas minął, mogłam zobaczyć
wynik. Podniosłam testy i mnie zatkało, dwa były
negatywne a 1 pozytywny. Nie wiedziałam co myśleć, jak najszybciej się tylko
dało odszukałam w moim telefonie numer do mojej Pani ginekolog i umówiłam się
na wizytę. Wolny termin był dopiero za 3 dni, ale powiedziałam że to ważne i
zgodziła się mnie przyjąć dziś o 10. Więc do wizyty została mi nie cała
godzina, szybko zaczęłam się zbierać. Moją twarz przykryłam dość mocnym
makijażem chcąc zatuszować zmęczenie po nieprzespanych nocach. Po chwili siedziałam już w moim białym volvo
C3 i jechałam na wizytę. Ręce nie
miłosiernie mi się pociły, a nogi miałam jak z waty. Sama się sobie dziwię jak
ja dojechałam do tej przychodni, nie powodując żadnego wypadku. Po wejściu do przychodni poinformowano mnie,
że jakaś Pani ma wizytę a ja zaraz po niej. Czas nie miłosiernie mi się dłużył,
a w mojej głowie krążyło pytanie „A co jeśli jestem w ciąży?” Jedno jest pewne,
że jeśli jestem to ojcem jest Andrzej... Ale jak ja mu powiem? Czy w ogóle mu
powiem? Ale zaraz sama siebie zganiłam bo przecież jeszcze nic nie wiadomo!
Po chwili przyszła moja kolej, wytłumaczyłam Pani doktor co
mnie sprowadza i wspomniałam o tych 3 nieszczęsnych testach, słowa lekarki mnie
nie pocieszyły gdyż stwierdziła, że jeśli 1 coś wykazał można już coś
podejrzewać... Po zrobieniu wszystkich badań czekałam na korytarzu na wyniki.
-Pani Julio zapraszam- Powiedziała Pani doktor.
Po chwili siedziałam już na plastikowych krześle naprzeciw mojej
lekarki.
-Gratulację jest Pani w 3 tygodniu ciąży, dlatego nawet
dziwię się, że 1 test coś wykazał. Zaraz
przepiszę Pani jakieś witaminy, a i pracuję gdzieś Pani?
-Tak jestem siatkarką.
-To musi Pani zrezygnować od razu z treningów, zaraz napisze
Pani zwolnienie.
-Dobrze.
Po wypisaniu wszystkich recept i zwolnienia mogłam już
wyjść. W samochodzie zaczęłam płakać, tak o z bezsilności. Przecież nie usunę
tego dziecka, ale też nie powiem Andrzejowi, przecież pomyśli że go wyrwałam na
dziecko... Po chwili uspokoiłam się i
udałam się na halę. Trenera jeszcze nie było, bo trening dopiero za 2 godziny, więczwolnienie zostawiłam u dziewczyn w biurze. Potem udałam się do apteki po witaminy i na zakupy, które nie były już tak małe, gdyż planowałam się zaszyć w
mieszkaniu na parę dobrych dni. Zmęczona opadłam na kanapę i znów z moich oczu
popłynęły łzy, nie wiedziałam co zrobić ze swoim życiem... Do tego rodzice od 2
lat siedzą w Niemczech, więc na nich też
nie mogę liczyć.
Wszystkie dni były takie same, co dziennie płakałam... Do
tego zaczęły pojawiać się u mnie jakieś humorki i zachcianki ciążowe, bo kto
normalny zje 2 paczki żelków na raz i popiję 3 jogurtami? No właśnie...
Moje „żuczkowanie” przerwał dzwonek do drzwi, chcąc nie
chcąc musiałam iść otworzyć.
-Siema, witam młodą mamę!- Rzuciła Gośka wchodząc.
-Tsa.
-Oj młoda nie przejmuj się! W ogóle jak ty wyglądasz? Stare
dresy, rozciągnięta i ubrudzona bluzka, w kapciach w misie beż makijażu?
-A co zabronisz?!
-O widzę, że ktoś tu ma już jakieś humorki- Powiedziała
wieszając swoją kurtkę na wieszaku.
-Gosia, jak ja mam być szczęśliwa jak jestem w ciąży, bez
pracy, bez dochodów przecież klub nie będzie mi płacił skoro nie gram, to tego
pewnie mi mieszkanie zabiorą bo też klubowe!- Powiedziałam
prawie płacząc.
-Juluś o nic się nie bój, gadałam już z Rafałem jak tylko
dostaniesz wypowiedzenie wprowadzasz się do nas! A o pieniądze się nie bój, po
za tym jest jeszcze ojciec dziecka...
-Taa ojciec dziecka... – Rzuciłam.
-Nawet mi nie mów, że nie masz zamiaru mu powiedzieć?
-Gosia sama nie wiem...
-Dobra Jula robimy tak, ty teraz wskakujesz pod prysznic
ogarniasz się, malujesz i takie tam, a ja robię Ci porządne śniadanie i kawę yy
to znaczy herbatę.
-A po co?
-No jak to po co?! Gramy dziś mecz! Ktoś musi nas wspierać
za bandami!
-Gosia ja nie wiem czy to dobry pomysł- Rzuciłam zniechęcona.
-Ale ja wiem! Marsz do łazienki!
Po moim ogarnięciu się, które do najszybszych nie należało,
zjadłam kanapki przygotowane przez Gośkę i udałam się z nią na halę.
Wszyscy mi gratulowali a ja udawałam, że jestem szczęśliwa, tak naprawdę chciało mi się ryczeć, po prostu robiłam dobrą minę do złej gry...
Mecz rozpoczął się, ja siedziałam za bandą reklamową z
paczką paluszków, batonem i sokiem pomarańczowym, tak Gosia zadbała o mój
ekwipunek.
Andrzej
Wróciłem potwornie zmęczony po treningu, jedyne na co się
zdobyłem to włączenie telewizora i zamówienie pizzy. W telewizji mimo, że płacę
najdroższy abonament jak zwykle nic nie było, więc postanowiłem zostawić na
Polsacie Sport, właśnie w tej chwili leciał tam jakiś mecz Orlen ligi, nigdy
nie przepadałem za kobiecą siatkówką, ale nie miałem już siły szukać dalej.
I właśnie w tedy kamerzysta pokazał JĄ. Tak była to Julka od
razu ją rozpoznałem. I w tedy zabrzmiał głos komentatora, który to odbijał się
jeszcze długo echem w moich uszach, a mianowicie zdanie „O a tu właśnie siedzi
przyjmująca Łodzianek, która to chwilowo zawiesiła karierę z powodu ciąży”. Nie
wiedziałem co mam myśleć, jeszcze przez długi czas słyszałem słowa
wypowiedziane przez Pana Wojtka.
Taaadam! :D
HAha i jak się podoba? :)
Czyta wgl ktoś? Jest sens pisać? :>
Jak byście chcieli by to się dalej potoczyło? :D
Buziaki Lolkaa:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)